poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Baby English Center - czyli jak nasz smyk can speak english






Wakacje to świetny czas na wakacyjne wojaże. Dzięki temu, że granice Europy są dla nas otwarte - mamy szansę podróżować i poszerzać swoje horyzonty. Zdarza się również, że finanse nie ograniczają nas tylko do poznawania naszego kontynentu, ale i całego świata.

Podróże kształcą, pozwalają poznawać nowe miejsca, poznać wspaniałych ludzi i podszkolić obcy język.

Świat poznają nie tylko dorośli, ale także dzieci. Jak więcej umilić, uatrakcyjnić ten czas dla naszym pociechom ? Nie tylko opcja all inclusive jest rozwiązaniem sytuacji. Pełny brzuszek, multum atrakcji i wycieczek to nie wszystko. Aby nasze dziecko mogło wziąć udział w animacjach w hotelu lub dogadać się z rówieśnikami z innego kraju, czy też poprosić w barze o przekąskę, potrzebna jest....znajomość języka. Zdecydowanie najbardziej znanym i popularnym jest ANGIELSKI :)

Rodzicu, nim wyruszysz w przyszłym roku na kolejne wyprawy - zapisz swoje dziecko do szkoły językowej. Zapewnij mu lepszy start w przyszłość. Możliwość porozumiewania się z ludźmi z całego świata.

Jedną z najlepszych szkół językowych jest Baby English Center. Warto zapoznać się z ich ofertą na stronie internetowej http://babyenglishcenter.pl/

Moje córki od dawna uczą się języka obcego. Efekty są zaskakujące. Chłoną nowe słówka niczym gąbka wodę. W krótkim czasie potrafią opanować materiał. Znają kolory, liczą, potrafią się przedstawić i dogadać w języku angielskim. Oczywiście efekty u starszej córki są bardziej widoczne, gdyż uczy się dłużej. Młodsza dopiero raczkuje w tym temacie, dlatego skupię się na nauce języka dla dzieci młodszych.

Czy warto zapisać dziecko do szkoły językowej ? Oczywiście. Dzieci w tym wieku (4 lata) są bardzo chłonne wiedzy, szybko opanowują materiał, przyswajają bez problemu słownictwo, zapamiętują nowe zwroty, wyrazy i co najważniejsze są chętne do nauki . Istotny jest sposób w jaki przeprowadzane są zajęcia. Zachęcający do aktywnego uczestnictwa, nie męczący dzieci, pozwalający im aktywnie uczestniczyć w zajęciach i zapewniający świetny FUN :)
O szczegółach dotyczących zajęć w szkole Baby English Center dla dzieci w przedziale wiekowym 3-10 lat można dokładnie poczytać tutaj - http://babyenglishcenter.pl/oferta-nauki-jezyka-angielskiego-w-lodzi/kurs-angielskiego-dla-dzieci-lodz/.

Co mnie, jako matkę przekonuje w ofercie tej szkoły ?
1- Sposób przeprowadzania zajęć ;
- nauka przez zabawę
- kładzenie nacisku na umiejętność komunikowania się w języku angielskim
- nauka mówienie i pobudzanie dziecka do tego oraz budowanie jego pewności siebie w porozumiewaniu się w języku angielskim
2- atmosfera na zajęciach sprzyjająca nauce i zachęcająca do zapisania dziecka na zajęcia
3- niewysoka cena adekwatna do przekładających się na to efektów nauki

Dla mnie istotne jest również to, że zajęcia odbywają się w małych grupach. Nauczyciel może skupić na każdym uczestniku, pomóc i wesprzeć swoją wiedzą i umiejętnością. Dzieci kwalifikowane są do grup na podstawie swoich umiejętności językowych oraz wieku - nie ma więc obawy, iż naszemu dziecku zostanie narzucony zbyt wysoki lub niski poziom. Będzie uczyć się w grupie, do której pasuje i w której świetnie sobie poradzi.
"Kurs Genki English oparty jest na „cyklicznym”, tematycznie ułożonym programie nauczania. Na każdym poziomie wprowadzane jest nowe słownictwo i zagadnienia gramatyczne z języka angielskiego. Metoda ciągłego powtarzanie sprawia, że nauka staje się efektywna a dzieci z łatwością przyswajają język angielski." ( źródło http://babyenglishcenter.pl/oferta-nauki-jezyka-angielskiego-w-lodzi/kurs-angielskiego-dla-dzieci-lodz/)
Jako matka dwójki dzieci, uczących się w ten sposób mogę zapewnić o piorunującym efekcie, który wywoła u was - rodziców efekt WOW :)

Kolejnym plusem jest możliwość skorzystania z bezpłatnej lekcji pokazowej.

Jeśli zastanawiasz się nad wyborem szkoły językowej dla swojego dziecka - nie ma innej opcji niż wybranie baby english center :)
4

piątek, 29 lipca 2016

Bądź mądrzejsza.



Każde rozstanie jest bolesne. Bez względu na to, czy odchodzimy od partnera, czy dzięki niemu, a raczej przez niego mamy status porzuconej. Po zakończeniu związku nasze życie zmienia się diametralnie. Na nowo uczymy się żyć w pojedynkę. Przyzwyczajamy się do bycia singielką. Musimy odbudować poczucie swojej kobiecości, wartości i samooceny. Zdarza się bowiem, że słowo KONIEC wpływa bardzo destrukcyjnie na naszą psychikę i popadamy w tzw. totalnego dołka.

Kobiety w różny sposób odreagowują stres, napięcie, spadek formy jak i rozstanie lub rozwód. Jedne z nas potrafią ze stoickim spokojem przejść do nowego stanu rzeczy, inne popadają w rozpacz - czasami wręcz w depresję, a kolejne odczuwają dziką nienawiść do ex partnera i pałają chęcią zemsty.

Przyznam szczerze, że po rozstaniu miałam ogromną huśtawkę nastrojów. Był żal, potem złość, następnie nienawiść. Wszystkie te uczucia pojawiały się i znikały.  Mój humor był zmienny jak chorągiew na wietrze. Wczoraj odczuwałam smutek, przeryczałam cały dzień, by następnego dnia rzucać kurwami pod jego adresem, a na koniec stwierdzać "nie jest tego wart". Dość szybko uporałam się z żałobą po nim i rozpoczęłąm nowe życie.

Wielokrotnie pytano mnie dlaczego mimo tego, co mi zrobił nie mszczę się na nim, nie zabraniam kontaktu z dzieckiem, nie odrzucam połączeń gdy dzwoni, nie "obrabiam" mu tyłka na mieście lub nie piszę do jego obecnej partnerki wiadomości pełnych obelg. Oczywiście przyznaje czasami miałam ochotę "pocisnąć mu" albo rozpowiedzieć wśród jego znajomych kim jest czy też "zbluzgać" jego nową, aktualną miłość. Zawsze (na szczęście) było to jednak chwilowe i szybko mijało. Z uśmiechem na twarzy mówiłam sama do siebie "Ola, po co ci to".

Post ten kieruję do Was - kobiet, które jesteście rozżalone, załamane, spragnione satysfakcji wynikającej z wbicia noża w plecy byłego - NIE WARTO. Zemsta nie jest rozkoszą bogów. Daje jedyne chwilową radość. Nie ma sensu zniżać się do poziomu zerowego. Śmiem twierdzić, że nie dość, że radość będzie krótka, możecie potem odczuwać wstyd - po co się ośmieszyłam lub zbłaźniłam ? Nie macie gwarancji, że to, co zrobicie ex lub jego partnerce w jakikolwiek sposób wpłynie na ich relacje. Może spłynąć jak po kaczce, a wy wyjdziecie na desperatki. Zawsze powtarzam, że należy umieć rozstać się z honorem. Oczywiście warto podjąć próbę rozmowy, upewnienia się, że to definitywny koniec, a jeśli istnieje szansa na zgodę - starać się odbudować relację. Jeśli jednak widzicie, że to nie ma sensu - bądźcie mądrzejsze. Pokażcie swoją klasę, miejcie dumę, godność i poczucie własnej wartości. Zawsze powtarzałam sobie w chwilach słabości "rusz gówno, to śmierdzi" - wulgarne ? Raczej prawdziwe. Z autopsji wiem, że "olewka" boli bardziej niż kopanie dołków, obmawianie, wywoływanie burzy w szklance wody. Wolicie, by widział was jako kobiety, które w akcie totalnej desperacji uważają, że wszystkie chwyty dozwolone ? Czy jako kobiety silne, rozważne, mocno stąpające po ziemi, które potrafią z godnością i uniesioną głową znieść to, co je spotkało ?

Bądź mądrzejsza. Ignoruj ich. Rozmawiaj tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Nie rań sama siebie. Zablokuj ich na portalach internetowych. Unikaj miejsc, gdzie wiesz, że na pewno ich spotkasz. Nie poruszaj ich tematu wśród znajomych. Nie warto.

Słabi ludzie szukają zemsty, silni wybaczają, a inteligentni zwyczajnie ignorują.

10

czwartek, 14 lipca 2016

Doktor Google (nie) prawdę powie.



Nie jestem typem matki panikary. Nie biegam z każdym przeziębieniem do lekarza. Leki podaję wtedy, gdy zachodzi taka konieczność. "Zaliczyłam" z dziećmi wszystkie szczepienia i obowiązkowe kontrole. Przychodnia to miejsce, do którego chodzę tylko wtedy, gdy muszę. Mimo mojego można powiedzieć luźnego podejścia do medycyny NIGDY nie zrozumiem matek, które oceniają stan zdrowia swoich dzieci przez portale internetowe lub co gorsza wierzą w to, co doktor google powie.

Do dziś pluję sobie w gębę, za to, że polubiłam pewien fanpage dla młodych matek na facebooku. Tylu "mondrości" w całym swoim życiu nie przeczytałam. Mogę przeżyć gównoburze o karmieniu MM,  kolczykowanie dziewczynek, przyjmowanie sakramentu chrztu i inne fanaberie, mogłabym wymieniać w nieskończoność. NIGDY jednak nie pojmę pewnego zaskakującego zjawiska, które rośnie w siłę i o zgrozo jest jak epidemia - rozwija się z prędkością światła.

Internetowa służba zdrowia, lekarz google, udostępnianie zdjęć chorego dziecka i .... oczekiwanie na diagnozę. Tak, takie zachowanie jest coraz bardziej popularne. Zamiast zadzwonić do przychodni i zarejestrować dziecko na wizytę lub udać się na izbę przyjęć, mamuśki opisują objawy, pstrykają słit focie i czekają na werdykt. Czasem odnoszę wrażenie, że cieszą je "lajki" które otrzymują lub piszą to tylko po ty, by zaistnieć w sieci ? Bo która matka przy zdrowych zmysłach widząc, że  maluch cierpi, gorączkuje, ma mdłości, wysypkę, biegunkę lub o zgrozo poparzyło się, ma czas odpalić neta i zalogować się na fejsika ? Za każdym razem, gdy widziałam, że dzieje się coś złego, swoje kroki kierowałam tam, gdzie wiedziałam, że uzyskam pomoc. Przez myśl mi nie przeszło czekać, aż ktoś mnie oświeci co MOŻE A NIE MUSI dolegać mojemu potomkowi.

Diagnozy są przeróżne. Niektóre komentarze wołają o pomstę do nieba. Pewna grupa mamusiek celowo straszy pytającą osobę, wymyśla niestworzone historie, inne ubliżają, kolejne wspierają, jeszcze następne doradzają cuda i niewidy. Wybucha kłótnia, gównoburza. Pytająca zamiast zająć się dzieckiem odpisuje i wdaje się w pyskówki lub kreuje się na ofiarę. Tzw "śmiech na sali". Jedna bardziej doświadczona od drugiej. To nie wysypka, to ospa, to komar, to atopowe zapalenie skóry, to od kremu albo pampersów, to odparzenie. Co w końcu dolega dziecku ?! Okazuje się, że ze zwykły bunt dwulatka to Apserger, popuszczanie w nocy to objaw molestowania, a pieprzyk to rak. Owszem wiem, że na podstawie niektórych objawów doświadczone mamy, które przeszły przez to samo mogą udzielić cennych rad, ALE najpierw udajmy się do specjalisty. Internet to nie miejsce które leczy.

Czy nie prościej wam - matkom iść do lekarza ? Czasami liczy się każda minuta. Warto ryzykować zdrowiem naszego dziecka ? Psuć sobie nerwy i zachodzić w głowę, jaka jest przyczyna złego samopoczucia / choroby / wysypki ? Po to jest pediatra, by korzystać z jego "usług"....
6

wtorek, 21 czerwca 2016

Dzieci gorszego boga


Przychodzi na świat mała, krucha istota. Uzależniona od matki. Delikatna, bezbronna. Nie potrafiąca sama się sobą zająć, wymagająca opieki, troski i miłości. Dziecko - cud. Stworzenie, które jednym spojrzeniem, gestem, uśmiechem roztapia najbardziej mroźne serca. Maleństwo, dla którego jesteśmy w stanie poświęcić wszystko.

Dla matki samotnej jej dziecko jest tak samo mądre, piękne i wspaniałe jak kobiety, która ma męża i partnera. Nie widzi żadnej różnicy między swoim potomkiem, nieślubnym lub urodzonym w trakcie rozwodu czy rozstania, a dzieckiem urodzonym w pełnej rodzinie. Wszystkie maluchy są równe. Nie ważny jest kolor skóry, płeć, pochodzenie, religia w jakiej będzie wychowane. Dziecko to dziecko.

Gdyby każdy człowiek myślał tak, jak młoda matka nie byłoby dzieci gorszego boga. Kim one są ? Bękartami, nieślubnymi bachorami, wpadką albo wypadkiem przy pracy. Innymi słowy plamą na honorze matki. Wstydem dla rodziny. Powodem do wytykania palcami. Głośnego komentowania i obgadywania. Owoc grzechu. Kara boska. Wielu rości sobie prawo do uświadamiania dziecka o jego kurewskim pochodzeniu. W końcu panna z dzieckiem to puszczalska zdzira. Ta, która została sama w ciąży lub od której odszedł mąż widocznie złą partnerką była.

Dzieci gorszego boga jeszcze już w łonie matki są nazywane diabelnym pomiotem. Przecież poczęte w grzechu. Rodzą się bez rozgłosu. Nie ma przyjęcia przywitalnego. W tajemnicy są przywożone do domu. Nikt nie przychodzi ich zobaczyć, nie przynosi podarunku. To kara dla nich i dla matki za to, co zrobiła. Chrzest odbywa się wieczorem, po mszy gdy kościół jest pusty. Bękart nie jest godzien  tego, by odprawiać dla niego mszę. Ludzi nie wolno skazywać na traumę związaną z patrzeniem na to, jak przyjmuje sakrament.

Potem rośnie, idzie do przedszkola lub szkoły. Za każdym razem czuje na plecach ludzkie spojrzenia, słyszy szepty. "Koledzy" z podwórka zaczynają  dokuczać. Celowo wypytywać o ojca. Kim jest ? Gdzie jest ? Czemu cię zostawił ? Na koniec wydają osąd - to wina twojej matki. Dorośli nie reagują. Dziwka zasłużyła, to jej bachor wypija piwo którego naważyła. W trakcie przedstawień z okazji Dnia Ojca nauczyciel komentuje - "ty nie rób laurki, nie masz dla kogo." W kościele błogosławieństwa po mszy nie otrzyma, na to zasługują NORMALNE dzieci.
 
Nikt nie staje w obronie tych dzieci. Nikt ich nie pocieszy. Nie podniesie gdy upadną. Nie poda chusteczki gdy płaczą. Są trędowate. Dla własnego dobra trzeba trzymać się od nich z daleka. Splunąć i uderzyć kijem.

Uważasz, że przesadzam ? Że w XXI wieku takie rzeczy się nie dzieją ? Sądzisz, że ludzie są wyrozumiali, nie oceniają, nie komentują ? Tolerancja ? - abstrakcja. Mówisz, że jest to naturalne i często się zdarza ? Owszem. Wciąż jednak jest tematem tabu. Nadal ludzie kierują się zaściankowymi poglądami i krzywdzącymi stereotypami. Roszczą sobie prawo do oceniania, wydawania osądów. Plotki, sensacje, obgadywanie - nowoczesna rozrywka.

Ile razy ty spojrzałeś/łaś na nieślubne dziecko lub to wychowujące się bez ojca i skomentowałeś/łaś jego pochodzenie, brak ojca ? Nie pomyślałeś/łaś dobrze, że moje dziecko jest NORMALNE ? Bo przecież tylko te, urodzone po ślubie (najlepiej kościelnym) zasługują na szacunek...

16

niedziela, 19 czerwca 2016

Pneumokokom mówimy Szczepimy



Jedenaście lat temu, gdy zaszłam w ciążę z pierworodną zaczęłam głębiej interesować się szczepieniem dzieci. Chciałam zapewnić mojemu dziecku szczęśliwe życie, nie tylko ubranka, zabawki, rozrywki ale również to, co jest w życiu bardzo istotne -  zdrowie.  Ustrzec ją  przed chorobami, które jeszcze do niedawna były śmiertelne. Uodpornić i chronić. Sama byłam szczepiona i tego  też chciałam dla mojego dziecka. Wiedziałam ilu ludzi zmarło z powodu braku odpowiedniej opieki medycznej, lekarstw, w tym szczepionek. Powikłania poszczepienne, które mogą (a nie muszą) wystąpić po szczepieniu są mniej niebezpieczniejsze niż te, które występują po zachorowaniu.

Do tej pory zarówno Pierworodna, jak i Mała M. są szczepione wg kalendarza szczepień. Nigdy nie pojawiły się u nas żadne powikłania. NOPy omijają nas z daleka. Szczepione były zawsze po badaniu lekarskim, gdy nasza pani pediatra stwierdziła że nic im nie dolega, są zdrowe i szczepionka może zostać wykonana. Jedną z nich była ta przeciw pneumokokom.

O tym, dlaczego zdecydowałam się dołączyć do kampanii -pneumokokom mówimy szczepimy, pisałam na fanpage'u

"Kilka dni temu dołączyłam do kampanii "Pneumokokom mówimy Szczepimy". Dlaczego zdecydowałam się na ten krok ? Z prostej przyczyny zdrowie moich dzieci jest dla mnie najważniejsze. Szczepiłam, szczepię i będę szczepić. Wiem, że jest wielu przeciwników szczepionek. Powstają ruchy anty szczepionkowe. Każdy ma prawo do własnego zdania. Ja swoje mam i nie zamierzam go zmieniać. Moje dzieci i ich bezpieczeństwo jest dla mnie zbyt cenne, by ryzykować i nie skorzystać z możliwości ochrony ich życia i zdrowia"

Czym są pneumokoki, w jaki sposób można uchronić dziecko przed pneumokokami i czy szczepionki są bezpieczne można poczytać TUTAJ 

Pneumokoki to bakterie, które należące do najczęstszych przyczyn poważnych zakażeń bakteryjnych u dzieci. Wywołują zapalenie ucha środkowego, zapalenie zatok przynosowych, po przedostaniu się do krwi również sepsę, zapalenie opon mózgowych, zapalenie płuc i stawów. Nie ma innej możliwości zapobiegnięcia zachorowaniu niż szczepionka - istotne jest to, że jest bezpieczna i nie powoduje problemów zdrowotnych. 

Bardzo ciekawy artykuł na temat pneumokoków jest również TUTAJ 

Osobiście przeraża mnie możliwość zachorowania dziecka na jakąkolwiek z chorób, które wymieniłam. Wymienię jeden przykład na co może zachorować nasze nieszczepione dziecko.

Zapalenie ucha :
Zwyczajowo dzielimy zapalenia ucha na ostre i przewlekłe. Równocześnie, te w których dochodzi do gromadzenia się płynu nazywamy wysiękowymi, a gdy ma on konsystencję śluzu- śluzowymi. Objawy to:
  • Gorączka
  • Silny, kłujący, przeszywający ból uszu
  • Wypływająca wydzielina z ucha
  • Problemy z koordynacją ruchową, równowagą
  • Zaburzenia słuchu
  • Problemy ze snem

    Sepsa: nietypowe pierwsze objawy
    • gorączka lub wręcz przeciwnie - obniżona temperatura
    • szybszy oddech
    • przyspieszone tętno
    • ogólne osłabienie
    • rozbicie.


    http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-zakazne/sepsa-przyczyny-objawy-leczenie-posocznicy_34796.html 
Obydwa rodzaje zapaleń ucha leczy się najpierw zachowawczo, ale w części przypadków zwłaszcza zapaleń przewlekłych należy zastosować leczenie zabiegowe, czyli drenaż uszu.

Powikłania po zachorowaniu na choćby jedną z wyżej wymienionych przeze mnie chorób może być utrata zdrowia, operacja a nawet śmierć. Jestem matką, która woli dmuchać na zimne i zapobiegać niż leczyć. Nie ryzykuję zdrowiem moich dzieci. Pneumokoki są niebezpiecznie. Zarazić można się drogą kropelkową, co jest nieuniknione (jeśli się nie zaszczepimy) w przedszkolu, szkole, czy innym skupisku ludzi. 

Chyba każdy z nas wie, jak dzieci cierpią w trakcie choroby, jak niebezpieczne jest narażanie ich organizmu, jakie są powikłania po przejściu choroby, z czym wiąże się zachorowanie i jakie może mieć skutki. Kilka razy miałam nieprzyjemność leżeć w szpitalu. Nie jestem w stanie patrzeć na cierpienie dorosłego pacjenta, a co dopiero bezbronnego dziecka, dlatego apeluję do Ciebie drogi rodzicu - przeczytaj, przemyśl i zastanów się.


6

środa, 15 czerwca 2016

Milczenie (nie) jest złotem.






Jestem matką samotną. Ukrywam to przed światem. Milczę. Wstydzę się przyjąć pomoc. Nie mówię nikomu, że nie zawsze daję radę sobie sama. Połykałam łzy i sama dźwigam mój krzyż....

Z taką sytuacją spotykam się bardzo często. Kobiety, które doświadczają trudu bycia rodzicem samodzielnym boją się głośno o tym mówić. Cierpią w milczeniu. Nie potrafią się otworzyć. Budują mur oddzielający je od innych ludzi. Ukrywają swoje obawy, strach, zmęczenie. Często pracują ponad siły. Nie mają czasu na nic, nawet dla swoich dzieci. Przemęczają się. Stają się sfrustrowane i nie widzą żadnych pozytywnych stron życia.

Osobiście mam o tyle komfortową sytuację, że mieszkam  z rodzicami. W każdej chwili mogę liczyć na ich wsparcie i pomoc. Nie muszę martwić się  tym, z kim zostawię dzieci, kto zajmie się nimi pod moją nieobecność. Dziadkowie nie pracują zawodowo, są do mojej dyspozycji 24h na dobę przez siedem dni w tygodniu.

Co zatem mają zrobić matki samotne, które nie mają rodziny, znajomych i przyjaciół ? Lub najbliższe osoby nie są chętne do pomocy ? Albo opcja ostatnia, nie wiedzą że pomoc jest potrzebna, bo kobieta/matka milczy ? Trudno jest znaleźć złoty środek, idealny sposób który przyniesie same korzyści. Nie jest łatwo prosić o pomoc, przyjąć wsparcie. Obawiamy się długu wdzięczności i wypominania. Uważam jednak, że nie w każdej sytuacji milczenie jest złotem. Jeżeli są w naszym otoczeniu bliskie sercu osoby, które chętnie wyciągną pomocną dłoń, nie wstydźmy się mówić o naszych problemach, o braku czasu, rozterkach, smutkach. Wygadanie się przynosi ulgę, oczyszcza duszę. Działa jak lekarstwo. Jeżeli stoi przed nami osoba godna zaufania, która nie wykorzysta naszych sekretów, nie rozpowie ich na prawo i lewo - dajmy sobie szansę na zrzucenie ciężaru  z serca. Przyjęcie pomocy w formie rozmowy czy wsparcia w opiece nad dziećmi nie jest powodem do wstydu. Nie oznacza, że jesteśmy słabe i nie potrafimy dać sobie rady. Każda matka samotna odwala codziennie kawał dobrej roboty. Ma święte prawo do zmęczenia, chwili dla siebie. Błędem jest zamykanie się na wsparcie innych. Odgradzanie się murem. Upieranie się, że ja wiem lepiej, zrobię to sama, nikogo i niczego nie potrzebuję. Nie prawda. Człowiek to istotna stadna. Potrzebuje towarzystwa innych ludzi. Rozpad związku i nowy etap życia - samodzielnego rodzicielstwa nie może pozbawić nas chęci utrzymywania kontaktu z innymi.

Znam wiele kobiet, które mimo swojego samodzielnego macierzyństwa są w świetnej formie, zarówno psychicznej jak i fizycznej. Otwarcie przyznają się do swojej sytuacji. Nie odmawiają przyjęcia pomocy. Nie chodzi tu tylko o wsparcie finansowe. Nie wymagam tego, by prosić innych o jałmużnę. Jeśli znajoma zaproponuje zabranie Twoich dzieci do siebie do domu, by pobawiły się z jej pociechami, zgódź się. Zagospodaruj ten czas dla siebie. Poczytaj książkę, ugotuj coś, obejrzyj ulubiony film. Dziadkowie chcą zabrać dzieci na weekend ? Super. Świetny pomysł. Będziesz mogła wysprzątać mieszkanie, iść w spokoju na zakupy i wypić ciepłą kawę. Pod domem macie plac zabaw, osiedle jest bezpiecznie - wypuść dzieci na powietrze, a sama zrób sobie maseczkę.

Bycie matką samotną nie oznacza życia w utrapieniu, smutku i  żalu. Jesteś taką samą kobietą jak ta, która ma męża lub jest  bezdzietną singielką. Jeśli nie masz rodziny, popatrz dookoła siebie - może piętro wyżej mieszka kobieta, która jest w podobnej sytuacji i chętnie się z Tobą zaprzyjaźni ? Żyjemy w dobie internetu, na facebooku jest wiele grup wsparcia, zapisz się do jednej z nich, pogadaj z innym, może trafi się ktoś z Twoich okolic ? W grupie zawsze jest raźniej.

Jeśli szukasz pracy, korzystaj z opcji przedszkola. Nie ma nic złego w zostawieniu dziecka w placówce. Uczy się życia w grupie. Ma szansę spędzać miło czas w gronie rówieśników. Nie miej wyrzutów sumienia, że siedzisz w domu a oddajesz potomka. Możesz ten czas świetnie wykorzystać - znaleźć dobrą ofertę pracy, wyjść do ludzi, zająć się sobą.

Pamiętaj, nie trzeba siedzieć cicho i samotnie iść przez życie niosąc "krzyż pański". Nie wstydź się tego kim jesteś.
3
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.